Sen
Nie przyśniło mi się to. Nie mogło, chciałam Cię bronić w historiach złego zachowania, szukając wspomnień dobroci i miłości.
Znalazłam ich tyle, ze coś we mnie pękło, raz a porządnie, po moich łzach spłynęły łzy DESZCZEM.
Nie wymyśliłam tego, że uspokoiłeś mój cały system nerwowy. Jednym przytuleniem. To był najlepszy przytulas w całym moim życiu. Był kiedyś jeszcze jeden, teraz po 6 latach był kolejny.
Twej dobroci, chęcią poznania mnie ze wszystkimi ważnymi osobami z Twojej rodziny.
Karmienia mnie pizzą i tortem.
Jako jedyny pytałeś się czy się wyspałam, czy jadłam, bo się martwiłeś że mój stan zdrowia jest średni.
Trzymałeś za mnie kciuki i wspierałeś nawet przy durnych badaniach.
Rozumiałeś kiedy była rozdrażniona przed okresem, zawsze lekko obracając to w żart, ale zawsze potem obdarowałeś mnie ciepłem.
Nie przyśniło mi się że w pierwszym tygodniu naszych rozmów już Cię uważałam za męża, nie widzieliśmy się bo się nie dało, trudno. Życie nas do siebie zwróciło i to dosłownie.
Miał być niewinnie, wyszła magia, ogień, cała galaktyka.
Cały świat umieszczony między dwiema osobami w jednej chwili, jednej noworocznej nocy.
Jak można odpuścić sobie uczucie takiego szczęścia z własnej woli?
Tym właśnie jest miłość?